O autorze
Oliwia - mama dwójki dzieci, które kocha bezgranicznie. Autorka bloga www.countrygirl.blox.pl. Kocha jeść i gotować dla rodziny i przyjaciół, wielbicielka książek, wycieczek rowerowych i niepoprawna optymistka, która zawsze i we wszystkim szuka dobrych stron. I je znajduje. Szczęściara!

Najgorsza matka roku

Sama nie wiem, czy bardziej mnie denerwuje, śmieszy czy oburza internetowe licytowanie się matek (tak - matki, bo jakoś tatusiowie są w tych tematach o wiele bardziej powściągliwi - co nie oznacza wcale, że mają to w nosie), która jest lepszą matką.

"Dbam o swoje dziecko, dlatego serwuję mu tylko zrobione przeze mnie obiadki/soki/mięsa/ciasta." "Moje dziecko do 3 roku życia nie miało nic słodkiego w buzi". "Nigdy w życiu nie podam mojemu dziecku cukru, bo cukier to biała śmierć". Takie oto wpisy można poczytać na blogach parentingowych czy w komentarzach na fejsie. Gdybym nie była tym, kim jestem, pewnie już dawno sama sobie przyznałabym tytuł Najgorszej Matki Roku, ale dobrze, że mam na takie rzeczy - krótko mówiąc - wy***e.

Umiar, umiar i jeszcze raz umiar! We wszystkim - zarówno w podawaniu, jak i w nie podawaniu dzieciom tego czy owego - najważniejsze to znać granice i być w nich konsekwentnym. Czy jeśli podam dziecku dwa razy w miesiącu parówkę na śniadanie - czy to znaczy, że nie dbam o jego zdrowie i nie inwestuję w jego przyszłość i najlepiej od razu mam dzwonić do MOPS-u? Czy moje dziecko ma złe nawyki żywieniowe dlatego, że od czasu do czasu zje czekoladę, wypije słodki sok czy zje kilka żelków czy cukierków na urodzinach koleżanki? Czy świat się zwali, jeśli dziecko dostanie od babci łakocia ze sklepu?

W czym ja - kupująca owoce i warzywa w sklepie jestem gorszą mamą od tej, która hoduje na parapecie eko-marchewkę? Czy od razu wlezie bąblowi w zęby próchnica, zwolni metabolizm, obniży rozwój, no - generalnie czy zabije go jeden na jakiś czas lizak? Nie sądzę. Co najwyżej będziemy mieć upapraną kanapę, ścianę w salonie czy tapicerkę w samochodzie. O laboga! Też mi kłopot!


Mój Tato zawsze powtarzał, że nadgorliwość jest gorsza niż faszyzm. Wszystko, absolutnie wszystko co skrajne nie jest dobre. Ani dla dziecka, ani dla głowy jego mamy. Dziecko powinno znać wszystkie smaki. Tak, ja wiem. Parówki to samo zło! Cóż, kamieniem niech rzuci ta mama, której nigdy nie przeszło przez myśl "dajcie mi dziś wszyscy święty spokój".

Chleb z Nutellą? Oesssu....Toż to sama chemia! Owszem, jestem również świadoma, że są zdrowe zamienniki cukru. Słodzić można miodem (tak - powyżej roku i o ile dziecko nie ma alergii) stewią lub ksylitolem (tak, ale powolutku, powolutku... poza tym - nie są one wskazane dla dzieci poniżej 3 roku). Ale uważam nie podawanie dziecku cukru w ogóle za równie niezdrowe, co niekontrolowane obżeranie się chipsami, lizakami i piankami!

I tak - wiem, że "bez cukru można żyć, jeśli się tylko chce". Tak, można. Jeśli się ma: dużo pieniędzy (na zamienniki), dużo czasu (na organizację) i... duże zaufanie do dziadków, cioć, koleżanek. Wszak nigdy nie wiesz na pewno, czy babcia nie podała w tajemnicy maluchowi kawałka czekoladki... A wiadomo - i czasu, i pieniędzy nie ma w nadmiarze.

Wcale nie musi tak być, że jak nie będę dziecku dawała przez 3 lata słodyczy, to ono tych słodyczy nie polubi. A może ono ma ochotę zjeść to, co kolega z piaskownicy, tylko boi się o tym wspomnieć mamie, bo wie, że mamie się to nie spodoba, bo ma od zawsze wpajane, że cukier to zło? A może właśnie jak tylko wyfrunie ptaszek spod maminych skrzydeł, to rzuci się na słodycze niczym szczerbaty na suchary? A może będzie tak, że OK, posmakuje, ale będzie wolał marchewkę czy suszoną żurawinę? Nie wiemy, co nas czeka. Możemy tylko liczyć, że nasz wysiłek zostanie doceniony przez dziecko. Tylko tyle i aż tyle... To dobrze, że wpajamy naszym dzieciom zdrowe, prawidłowe nawyki żywieniowe, ale na Boga, dajmy mu posmakować wszystkiego! Oczywiście co legalne i prawnie dozwolone do 18-go roku życia.

Wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Wiadomo także, że często dorastające dziecko na złość mamie odmraża sobie uszy. My, dzieciaki wychowane w PRL-owskiej rzeczywistości smak domowego bloku czekoladowego czy pajdy chleba z cukrem będziemy wspominać z rozrzewnieniem... Wiem także, że niejednemu dzieciakowi w czasie wojny kostka cukru zawinięta w chusteczkę zapewniła przetrwanie... Z drugiej strony wiem, że w nadmiarze cukier szkodzi - zębom, wątrobie, żołądkowi, tkance tłuszczowej, sercu, nerkom... W NADMIARZE.

I przede wszystkim - ogromna prośba do Was, mamy tak bardzo dbające o idealnie zdrowe posiłki swoich maluchów. Nie wmawiajcie nam, zwykłym matkom, że trujemy nasze dzieci. Uwierzcie, nie tylko Wy jesteście świadome zagrożeń płynących z tego, co nazywamy "żywnością", a tego, co w rozumieniu naszych dziadków obok żywności nawet nie leżało. My też mamy świadomość chemii w jedzeniu, szkodliwości konserwantów, cukrów, tłuszczów trans itede. JESTEŚMY TEGO ŚWIADOME. Ale naprawdę, bardzo, ale to bardzo kochamy nasze dzieci - nie mniej niż Wy. Po prostu - nie mamy fioła na tym punkcie.

PS. Moja córka - starsza - dostaje w śniadaniówce do szkoły kanapki (obowiązkowo z czymś chrupiącym - sałata, jarmuż, domowy ogórek kiszony, kiełki), ciastko owsiane lub batonik zbożowy (domowy), owoc i wodę. Ale wiem, że czasem kupuje sobie w szkolnym sklepiku "coś niezdrowego". Nie chowa słodyczy pod poduszką i nie zjada ich nocą w tajemnicy przede mną. Kiedy idziemy razem na zakupy i ma do wydania piątaka, to kupuje sobie wodę (niegazowaną i niesmakową) oraz ulubiony jogurt. Za to pakuje mi do koszyka banany, jabłka, suszone owoce, orzechy i ... oliwki (ulubiona przekąska). Jej ulubioną potrawą są pierogi ruskie (domowe!).

Raz na jakiś czas mamy święto - robimy sobie popcorn i pijemy colę (mała puszka na nas dwie! Czekam na strzały!) Na co dzień jest zdrowym, radosnym pełnym energii chuderlakiem. I jest jedną z najlepszych uczennic w klasie!

PS.2 Mój syn - młodszy - ma dwa lata i najchętniej pije wodę. Nie ciągnie go do czekolady, lizaka wziął do buzi i raz i ... przykleił sobie do włosów, ze "słodyczy" najbardziej lubi suszoną żurawinę i pestki słonecznika. Czasem wciąga herbatniki, częściej domowe ciastka owsiane. Uwielbia owoce i warzywa i pochłania je w dowolnej ilości. Kocha szpinak, brokuły, marchewkę. Nie pogardzi też parówką.
Moje dzieciaki są - tak myślę - szczęśliwe. I mają zrównoważoną mamę, która bardzo zwraca uwagę na jakość jedzenia i bardzo kocha swoje pociechy, mimo iż daje im czasem na kolację kabanosa czy serek waniliowy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...