O autorze
Oliwia - mama dwójki dzieci, które kocha bezgranicznie. Autorka bloga www.countrygirl.blox.pl. Kocha jeść i gotować dla rodziny i przyjaciół, wielbicielka książek, wycieczek rowerowych i niepoprawna optymistka, która zawsze i we wszystkim szuka dobrych stron. I je znajduje. Szczęściara!

WESPÓŁ W ZESPÓŁ

Każdy kij ma dwa końce, medal ma dwie strony, a szklanka może być do połowy pełna albo pusta. Wszystko zależy od tego, jak się do pewnych rzeczy podchodzi, co dla kogo jest wadą, a co zaletą, jaką ma się pomoc z zewnątrz (tata, babcie, zaprzyjaźniona sąsiadka - tak, tak - bez nich ani rusz!) i jak wiele ma się danych. A zatem, aby mieć jak najpełniejszy obraz - moich kilka za i przeciw ... Wersja bardzo subiektywna. Czy lepsza jest duża czy mała różnica wieku pomiędzy rodzeństwem?

Oczywiście każda sytuacja ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne, mówiąc językiem klasyka. Pewna bardzo bliska mi osoba powiedziała mi ostatnio, że stara się o kolejnego potomka, mimo że starsze dziecię nie ma jeszcze roku. Nie oceniam, nie definiuje, nie moja to sprawa. Ale zafrapował mnie ten temat na tyle, że zaczęłam sobie spisywać w myślach wszystkie dobre i złe strony małej i dużej różnicy wieku pomiędzy dziećmi w rodzinie. Czasem jest tak, że najzwyczajniej w świecie nie mamy wpływu na to, w jakim odstępie czasowym urodzą nam się dzieci. Ale jeśli chcemy i możemy to sobie zaplanować, warto spojrzeć na tę sprawę zarówno oczami rodziców, jak i oczami dziecka. No to zaczynamy!


Zdecydowanie największym argumentem ZA małą różnicą wieku jest fakt, że maluchy będą wychowywać się razem. Już Dwaj Starsi Panowie śpiewali, że najlepiej we dwóch. Razem będa się rozwijać. Jedno od drugiego będzie się uczyło chodzić, mówić, jeść, sprzątać, bałaganić, ubierać się i rozbierać. Będą się wzajemnie naśladować, papugować rodziców jedno przez drugie. Razem będą trzymać sztamę przeciwko starym. Razem będą broić. Razem będą się tłuc, popychać, spychać, szturchać łokciami. Razem będą oglądać kreskówki na MiniMini. Razem będą płatać dowcipy kumplom z podwórka, nieznośnym kuzynom i nauczycielom w szkole. Razem będą przeżywać swoje pierwsze wzloty i upadki miłosne. Razem i w tym samym momencie będą się domagali piersi - jeśli są dziećmi na matczynym mleku - czy też kanapki z serem i rzodkiewką. Jest duża szansa, że w tym samym czasie będą potrzebowali zmiany pieluchy (wysadzenia na nocnik) i w tym samym momencie będą żądni picia czy przytulenia. Niestety, razem tez będą chorować. W odstępie doby czy dwóch dostaną gorączki, wspólnie będą przechodzić jelitówkę, kaszel, katar, ospę, świnkę itede itepe. No, żyć nie umierać! O śnie zapomnijcie drodzy rodzice! O ile gil lecący z nosa jednej pociechy może być jeszcze do zniesienia, o tyle nocne pobudki co kwadrans na odsysanie fridą raz jednego,raz drugiego noska i ponowne wyciszanie wybudzonych pociech do 3 nad ranem (nie daj Boże, trzeba jeszcze wstać o 6:30 do pracy) przywołać mogą na usta słowa piosenki Agnieszki Chylińskiej: "Czy warto było szaleć tak?".

A co jeśli z jednym z nich trzeba będzie udać się na dłuższe "wakacje" do szpitala? Nie będzie łatwo po kilkudobowym pobycie w szpitalu, spaniu na krześle czy w najlepszym wypadku na karimacie w sali szpitalnej, wrócić do domu i nadrobić wszystkie stracone emocje, przeżycia z przedszkola... Małe dziecko nie ma świadomości takich słów jak: potem, jutro... Ono chce mamy czy taty TU i TERAZ.


Aaaa, zapomniałabym. Nawet jeśli Wam się wydaje, że to niemożliwe, to jednak życie pokazuje, że takie przypadki się zdarzały w historii ludzkości i drugi potomek ABSOLUTNIE w niczym nie będzie przypominał tego pierwszego aniołka, śpiącego po 10 godzin w nocy, odbywającego po 2-3 dwugodzinne drzemki w ciągu dnia, nigdy nie mającego kolek i idealnie znoszącego każde jedno ząbkowanie. Tak - trafić Wam się może istny potwór z Loch Ness! I co wtedy? Powodzenia! Good luck!

Dla tych, którzy jednak wolą złapać oddech pomiędzy jednymi pieluchami a drugimi i dla tych, którzy wypadną z obiegu jeśli chodzi o papki i obiadki, argumentem potwierdzającym ich decyzję będzie z pewnością fakt, że każdemu z dzieci poświęcimy wystarczająco dużo uwagi. Pomiędzy jednym dzieckiem a drugim rodzice zdążą się nacieszyć "wolnością", sobą, wakacjami z książką (a nie z grabkami), filmami przerywanymi jedynie bloczkami reklamowymi (a nie płaczem czy marudzeniem pociechy). No i z pewnością poczują się dobrze, że oto teraz ZNÓW są rodzicami - dojrzalszymi, spokojniejszymi, pewniejszymi, mądrzejszymi.

Fakt, że pierwsze nie będzie w tym samym momencie co młodsze wymagało zmiany pieluchy (bo już dawno z sedesu korzysta), jest o tak, odciążającą myślą. Kiedy jedno śpi - z drugim można w spokoju odrobić lekcje, ułożyć puzzle, zagrać w chinczyka. Można także po prostu się położyć z gazetą, książką czy pilotem od tv - a czemu by nie! Kto bogatemu zabroni?! Problemem może (choć wcale nie musi) być to, że rodzeństwo będzie od siebie oddalone - że się tak wyrażę eufemistycznie. Może być tak, że kochać się będą i będą się wspierać w trudnych chwilach, ale ich relacja nigdy nie będzie tą dogłębną relacją bliskości, przyjacielską. Może być tak, że nigdy nie będą mieli wspólnego języka, nie będą rozumieć swoich problemów, bo dzielić ich będzie tak zwana "generation gap".

Niestety, zdarzyć się także może, że problemy okresu dojrzewania zbiegną się z ząbkowaniem, trzydniówką czy adaptację przedszkolno-żłobkową. Problemy nastolatka są najważniejsze na świecie i przecież nie mogą czekać! Są w końcu priorytety. A domagający się uwagi nastolatek może być nie mniej uciążliwy niż maluch domagający się zmiany pieluchy w restauracji (prztyczek dla pani Agnieszki Kublik). MAMO, TATO - HELOŁ !!!

Więc jaka jest ta idealna różnica wieku między rodzeństwem? Nie wiem. A może raczej powinnam napisać - nie ma. Bo tak, jak nie ma jednego idealnego modelu rodziny, idealnej matki, idealnego dziecka czy idealnego systemu wychowania - tak nie ma najlepszej różnicy wiekowej pomiędzy dziećmi. Najważniejsze jest to, by rodzice nigdy, ale to nigdy nie dali odczuć, że któreś z dzieci jest ważniejsze, bo jest młodsze / starsze. By po równo potrafili dzielić swój czas. By wspierali w dzieciach ich miłość i szacunek do siebie wzajemnie. I by nigdy w swym rodzicielstwie nie dążyli do ideału. Bo idealny jest tylko wzorzec metra i kilograma w Sevres pod Paryżem. Choć podobno nawet i to jest kwestią umowną ;-)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...