O autorze
Oliwia - mama dwójki dzieci, które kocha bezgranicznie. Autorka bloga www.countrygirl.blox.pl. Kocha jeść i gotować dla rodziny i przyjaciół, wielbicielka książek, wycieczek rowerowych i niepoprawna optymistka, która zawsze i we wszystkim szuka dobrych stron. I je znajduje. Szczęściara!

NIE ZDĄŻYŁAM POWIEDZIEĆ, ŻE TO MOJA SPRAWA!

Fundacja Mamy i Taty
Pracuję z mediami. Wiem, jak działa reklamowy półświatek. Z tym większą rezerwą podchodzę do wszelkich reklam, a także do kampanii społecznych. Jedne są mocne i bardzo przekonywujące. Inne są śmieszne i ... równie przekonywujące. Jeszcze inne są wkurwiające, ale też jakoś dające do myślenia. Są również i takie, które chcąc być dobre - osiągają skutek odwrotny do zamierzonego. Bo niestety nie widzę innej przyszłości do najnowszej kampanii Fundacji Mamy i Taty.

Wkurzeni są ostatnio wszyscy. Na wszystko i na wszystkich. Pięknie opisała to ostatnio Katarzyna Kolenda-Zaleska tu, więc nie będę powtarzała jej niezwykle celnych spostrzeżeń. Ja też jestem wkurzona - a co, wolno mi! Z natury jestem osobą impulsywną. Ot, taki trochę włoski temperament. Choleryk. Jak letnia burza. Z gradem. Ale potem przychodzi słońce i wszystko jest git. No, ale nie ulega wątpliwości, że i w moją głowę czasem trafi jasny piorun, a wtedy drżyjcie wszyscy, którzy wejdziecie mi w drogę!



Czemu zatem uważam najnowszą kampanię Fundacji Mamy i Taty za kompletną klapę? Z kilku powodów.

Po pierwsze - nie znam kobiety dojrzałej (uwaga: pojęcie względna), która beztrosko mówi: "wiem, że mój zegar biologiczny tyka tylko do..., ale teraz to ja chcę zrobić karierę, dorobić się domu etc." Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura! Kobiety w - powiedzmy oględnie - pewnym wieku, doskonale zdają sobie sprawę, że wybierając drogę tak zwanej kariery zawodowej coś mogą w życiu przegapić. A może wcale nie czują, że tracą cokolwiek, bo najzwyczajniej w świecie nie chcą mieć dzieci! I zyskują (pozycję zawodową, doświadczenie, ststus społeczny), a nie tracą (macierzyńskie doświadczenie). I mają do tego pełne prawo! Do tego, by cieszyć się życiem albo wręcz przeciwnie - zajmować się swoją pracą i nie mieć czasu cieszyć się życiem! Do tego, by być egoistkami! Do tego, by same decydować o swoim życiu! Do tego, by robić to co chcą - tu i teraz!

Po drugie - mam na tyle silne poczucie wolności i niezależności w podejmowaniu decyzji, że nie godzę się na to, aby ktoś mi mówił kiedy i czy w ogóle jest mój czas na dziecko. Nie chcę, by ktoś za mnie decydował, że coś jest dla mnie ważne, a coś nie. Nie zgadzam się, aby ktokolwiek mi wmawiał, że MUSZĘ przystanąć i zastanowić się nad swoim życiem i nad priorytetami w nim. To są moje priorytety. Wystarczająco mocno ingerują w życie dorosłych bezdzietnych kobiet ciotki, sąsiadki i zatroskane matki... Cały czas przypominając o "tym, co w życiu naprawdę się liczy".

Po trzecie - spot dotyczy marginesu. Nie chodzi o tzw. margines społeczny (patologia, alkoholizm, narkomania itd) Jaki procent kobiet w Polscy żyje - o właśnie tak - samotnie (no bo gdzie jest potencjalny ojciec? - o tym za chwilę), w luksusowym wielkim domu, z pięknym ogrodem, z idealnie przyciętym trawnikiem i z kłującymi w oczy blaskiem lśniącymi szybami, bez jednej smugi... Czy autor kampanii zastanowił się choć przez sekundę, jakie są prawdziwe przyczyny dramatycznie lecącego na łeb na szyję przyrostu demograficznego w Polsce? Czy pomyślał o tych kobietach, które by może nawet i chciały, ale co z tego, skoro same ledwo co mogą się utrzymać za 1.500 zł na rękę i tak już mieszkając kątem u rodziców, narzeczonego czy z przyjaciółką? A wydatków - jak na ironię - wraz z dzieckiem przybywa. I to znacznie...I czy pomyślał CO DALEJ? Urodzić jest łatwo - a co z późniejszą organizacją? Może po roku (pół roku) nie ma do czego wracać? Trzeba wóczas wrocić do pieluch, zupek, kaszek - tyle że już za darmo. Może nie każdej kobiecie taka wizja pasuje. Jednak patrząc na piękny sterylny wręcz dom bohaterki spotu - nie do takich kobiet kierowany jest przekaz. Takie jak ona tych dylematów nie mają.

Po czwarte - dlaczego w tym spocie nie ma ojca? Nawet potencjalnego, nawet takiego gdzieś po kątach się chowającego czy chyłkiem przemykającego w drugim planie? Choć wiadomo, że chodzi o tego jednego, jedynego, właściwego, wybranego spośród miliona. A tego można szukać długo...Czy aby nie chodzi o to, by po raz kolejny piętnować kobietę i TYLKO kobietę? Za te jej fanaberie? Bo to przecież ONA jest winna! On bardzo chce być ojcem, poczuć to maleństwo na rękach, ten zapach niemlęcej skóry, a ona - woli robić karierę... Bang! Nie - moi drodzy - panowie równie chętnie (albo z takich samych przyczyn) oddalają myśl o rodzicielstwie. Jednym jest z tym łatwiej, innym trudniej - ot, zwykła ludzka rzecz. Zwykłe ludzkie dylematy. I ich PRYWATNE decyzje. Są tacy, którzy naprawdę wolą jeździć po najdzikszych zakątkach świata niż uczestniczyć w dzikich wyprzedażach ubrań niemowlęcych...

I po piąte - jeśli fundacja naprawdę musi wydać pieniądze (duuuże pieniądze!) na kształtowanie świadomości, to niech wypuści spot promujący na przykład odpowiedzialne zachowanie nastolatków (tak - celowo piszę również o chłopcach) podczas wakacji czy imprez młodzieżowych albo też na wsparcie mentalne i finansowe nastoletnich matek, zostawionych często samym sobie, napiętnowanych społecznie przez absolutnie wszystkich (rodziny własne i sąsiedzkie, nauczycieli, kolegów) i na wpajanie społeczeństwu, że taka dziewczyna też ma prawo do normalnego życia. Szanowni Państwo, kobiet 30-czy 40-letnich nie trzeba już uświadamiać. One naprawdę dużo wiedzą o życiu...I są go w pełni świadome...
Trwa ładowanie komentarzy...