O autorze
Oliwia - mama dwójki dzieci, które kocha bezgranicznie. Autorka bloga www.countrygirl.blox.pl. Kocha jeść i gotować dla rodziny i przyjaciół, wielbicielka książek, wycieczek rowerowych i niepoprawna optymistka, która zawsze i we wszystkim szuka dobrych stron. I je znajduje. Szczęściara!

Być może jesteś tym szczęściarzem, któremu się udało...

www.e-ideamagazine.com
Na początku wyjaśnijmy sobie jedno. Bezstresowe wychowanie nie jest złe. To nie bezstresowe wychowanie jest przyczyną aroganckiego zachowania współczesnej młodzieży. Złe i karygodne jest NIEWYCHOWYWANIE. Złe jest również uczenie dziecka, że przemoc jest odpowiedzią ostateczną i niepodważalną na wszystko.

Złe jest olewanie swojego dziecka, nie poświęcanie mu czasu w ciągu dnia. Złem jest sztuczny dystans pomiędzy dzieckiem a rodzicem. Złe jest ograniczanie swojego dziennego kontaktu werbalnego z dzieckiem do dialogu: "Jak tam w szkole?" "Spoko". Ewentualnie: "Nudno". Złe jest także podejście: "Róbta co chceta". Bo problem w tym, że młody człowiek nie zawsze wie, czego chce...




Zastanawiam się czasem, po co ludzie mają dzieci, skoro nie potrafią ich wychować albo im się po prostu nie chce? Po co mieć dzieci, skoro nie ma się ochoty poświęcać im czasu? Skoro nie ma się najmniejszej chęci na rezygnację z jakiejś części siebie? Nie wyrzekanie się swojego ja, ale zrezygnowanie z jakiejś niewielkiej jego części na rzecz innej? Hodowanie to nie to samo co wychowywanie. Jeśli chcesz mieć coś, co jest modne wśród Twoich znajomych - zafunduj sobie nowego ajfona ze wszystkimi możliwymi bajerami, na jakie Cię tylko stać. Jeśli chcesz mieć zwierzątko do przytulania i do chwalenia się nim na fejsie - kup sobie kociaka albo pieska do torebki. Chociaż nie - kociaka tez trzeba nauczyć korzystać z kuwety, a psiaka nauczyć nie gryźć kapci.

No i generalnie trzeba umieć sobie zapracować na miłość i mizianie. Jeśli chcesz mieć zatem fun, zabawę i same przyjemności, zero obowiązków - uszyj sobie szmacianą lalkę, albo wystrugaj drewnianego chłopca jak to zrobił Gepetto. Tylko go nie ożywiaj!

Jeśli jednak zdecydujesz się na dziecko, to przyjmij, proszę do wiadomości, że Twoje życie się odtąd zmieni. I nie jest to frazes! Możesz sobie wmówić, inspirowana czy inspirowany krzyczącymi z okładek wypowiedziami celebrytów , ale dziecko zmienia wszystko - w Twojej głowie. Absolutnie wszystko. Musisz się stać osobą odpowiedzialną za drugiego człowieka. Za całą jego przyszłość. Za wartości, jakie będzie niósł przez całe swoje dalsze życie. Musisz umieć przewidzieć każdą kolejną minutę i wyantycypować, co też Twoje dziecko zrobi za chwilę. Może w tej chwili radośnie skacze po łóżku, piszcząc z radości, a za chwilę będziesz musiała z nim pędzić do szpitala, bo rozbiło sobie głowę o kaloryfer.

Może w tym momencie bawi się beztrosko Twoją biżuterią, a za chwilę będziesz musiała prowadzić szybką akcję reanimacyjną, by wyleciał połknięty koralik. Może za chwilę pobije się na szkolnym boisku z kolegą z klasy i będziesz wezwana na rozmowę dyscyplinującą do dyrekcji? Co zrobisz? Potraktujesz uwagę jako atak na swoje nieskazitelne rodzicielstwo czy może uderzysz się w pierś i przyznasz w duchu, ze być może gdzieś po drodze popełniłaś jakiś błąd... Musisz umieć panować nad swoimi emocjami - dziecko nie zawsze potrafi. Wmawiasz sobie: "Ja też dostawałem od rodziców lanie i jakoś wyrosłem na ludzi". Tak, TY może i wyrosłeś...

Może TY byłaś akurat tym szczęściarzem któremu udało się wyjść z niezłamaną psychiką...A ilu z obecnych oprawców swoich własnych dzieci, których inicjały możemy przeczytać na czerwonym pasku w TVN24 nie miało tyle szczęścia co Ty? W ilu te "klapsy" pozostawiły ślad na całe życie? A może to najzwyklejsze w świecie wyparcie. Znasz taki termin?

Dziś jest światowy Dzień Sprzeciwu Wobec Bicia Dzieci. Klaps to też bicie. Klaps to naruszenie nietykalności cielesnej drugiego człowieka. A dziecko nie jest moją własnością. To nie poduszka, w którą można bez opamiętania walić pięściami.

Dziecko jest małym człowiekiem, za którego jestem odpowiedzialna. Jestem jego opiekunem i nauczycielem, a nie oprawcą. Jestem po to, by dawać moim dzieciom przykład - dobry przykład. Jestem po to, by je chronić i prowadzić. By je uczyć - dobrych i mądrych rzeczy. Odkąd jestem rodzicem każdego dnia uczę się siebie na nowo. Uczę się trzymać swoje nerwy na wodzy albo przynajmniej odreagować w inny sposób. Jazdą na rowerze. Krzykiem ile sił w płucach. Przeklinaniem. Czy choćby rzucaniem czym popadnie - talerzami, kubkami, krzesłem, butami... Dziecko, jak nic innego uczy pokory i dystansu do samego siebie.

Dziecka uderzyć nie wolno. Nigdy. I nie ma no to żadnego usprawiedliwiającego argumentu. Nie i koniec!
Trwa ładowanie komentarzy...