O autorze
Oliwia - mama dwójki dzieci, które kocha bezgranicznie. Autorka bloga www.countrygirl.blox.pl. Kocha jeść i gotować dla rodziny i przyjaciół, wielbicielka książek, wycieczek rowerowych i niepoprawna optymistka, która zawsze i we wszystkim szuka dobrych stron. I je znajduje. Szczęściara!

MALI GIGANCI - WIELKA AFERA

www.maligiganci.tvn.pl
Czy medialna nawałnica, jaka obecnie przetacza się nad Małymi Gigantami, to nie jest przypadkiem burza w szklance wody? Oburzamy się, gdy widzimy płaczące dziecko, które właśnie odpadło z telewizyjnego szoł. Przykro nam, gdy tańcząca przed chwilą kilkulatka ma mocno zawiedzioną minę, bo dostała tylko 8, zamiast wymarzonych 10 punktów. Że to takie nieludzkie, że dziecko przeżywa, że emocje, że głupi producenci, że nieodpowiedzialni rodzice… Pytam - jako matka, jako człowiek i jako byłe dziecko – czy ta zbiorowa histeria nie jest aby na wyrost?

Takie sytuacje…
Piotrek, lat 5. Dostał wymarzoną rolę księcia w przedszkolnym przedstawieniu o Kopciuszku. Najpierw spadła mu korona, gdy wchodził na scenę i potknął się róg wykładziny. Widownia parsknęła śmiechem, a speszony chłopiec o mało się nie wycofał. Pani Jola przytuliła malca i coś mu szepnęła na ucho – na tyle musiała być przekonująca, że Piotrek wyszedł na scenę i zaczął swoją kwestię. Wszystko szło dobrze do momentu, gdy zapomniał kolejnego zdania... Piotruś zaczyna płakać i wychodzi ze sceny. Rodzice na widowni już nie śmieją się tak głośno, za to biją małemu brawa.

Asia, lat 10. To jej pierwsze zawody pływackie. Przygotowywała się do nich długie miesiące. Codzienne treningi na basenie. Poświęcenie zarówno rodziców (którzy w każdą wolną sobotę jadą z uporem maniaka o 7 rano na treningi), jak i dziewczynki, która każdego dnia przepływała kilkanaście długości basenów. Są wielkie nadzieje, wielkie oczekiwania. Podczas zawodów Asia jest zdenerwowana. To normalne. Na widowni dziesiątki widzów. Każdy głośno skanduje. Słychać doping rodziców, brata, kolegów z klasy i z podwórka. Jest też nawet babcia i ciocia Jadwinia. Niestety, jeden głupi błąd – niefortunny skok do wody powoduje, że Asi trudno jest dogonić pozostałych współzawodników. Konkurenci biją ją na głowę, a ambitna Joanna na metę dopływa jako ostatnia. Wychodząc z wody, łzy mieszają się z kapiącą z czepka strużką basenowej wody…A oczy czerwone – nie wiadomo czy od płaczu, czy od chloru.

Magda, szósta klasa podstawówki. Bierze udział w wojewódzkim konkursie młodych talentów. Recytuje wiersz Szymborskiej. Jest oczytana, ma lekkie pióro, wyjątkowa umiejętność analizowania tekstu i wyciągania wniosków z postawionej tezy. Jej polonistka, która poświęciła swojej ulubienicy długie tygodnie, jest z niej dumna i pełna wiary, że Magda stanie na podium. Magda jest zdenerwowana – nie chce zawieść ani swoich rodziców, którzy są przecież tak dumni ze swojej małej aktoreczki, ani swojej pani od polskiego, która trzyma za nią kciuki. Niestety, Magdę zżera stres i zapomina tekst. Tekst, którego uczyła się na pamięć przez kilka dni. Tekst, którego jeszcze wczoraj wyrwana o 2 w nocy była pewna. Żal, rozgoryczenie, rozczarowanie, wstyd…


Dlaczego o tym piszę? Bo mam wrażenie, że wszyscy się trzęsą nad płaczącymi rozżalonymi dziećmi, które odpadły z jakiegoś programu rozrywkowego, wieszając psy na wszystkich wokół – na producentach, na stacji telewizyjnej, na jury, na prowadzących i na rodzicach zapominając, że porażka jest NATURALNYM I NIEODŁĄCZNYM ELEMENTEM naszego życia. I naprawdę nie widzę żadnej różnicy pomiędzy „upokorzeniem” dziecka w telewizyjnym talent show a „upokorzeniem” go na zawodach, podczas występów w Domu Kultury czy na przedstawieniu w przedszkolu.

Emocje dziecka, które zawodzi czyjeś oczekiwania i które przełyka gorzką pigułkę porażki (zwłaszcza jeśli jest to pierwsza porażka), niezależnie od okoliczności są zawsze takie same. Nie dajmy sobie wmówić, że tańczący gigant, który dowiedział się właśnie, że nie wystąpi w kolejnym odcinku programu, będzie miał z tego powodu przechlapane do końca życia. Że już do końca swego marnego życia będzie wyśmiewany i wytykany palcami, aż w końcu skończy w gabinecie psychoanalityka. I że jego telewizyjna wpadka odciśnie znacznie większe piętno, niż zapomniana kwestia Piotrusia czy ostatnie miejsce Asi w zawodach pływackich.

Nie jestem psychologiem, ale naprawdę nie widzę nic złego w pokazywaniu tego typu programów. Po pierwsze – każdy z nas kiedyś w końcu przegra. OK – zawsze lepiej jeśli zrobi to na oczach trzydziestu kolegów z klasy niż na oczach milionów widzów w telewizji. Ale z drugiej strony – nie przesadzajmy, że dziecko AŻ taką traumę przeżywa. To bardziej my, dorośli przeżywamy płacz tego brzdąca niż on sam. Ba! To bardziej rodzice przeżywają „klęskę” swojego dziecka, odpadającego z programu, niż samo dziecko! Ono dostanie zabawkę czy inną nagrodę pocieszenia, pójdzie z rodzicami na lody, do małpiego gaju, na gokardy czy do kina, prześpi się i po dwóch dniach będzie tym samych dzieckiem, którym było dwa dni wcześniej.

Jako matka staram się wpajać moim dzieciom bardzo ważną zasadę. Że niepowodzenie jest integralną częścią naszego życia. Każdy z nas, każdy jak jeden, dostał kiedyś od życia w ryj! I Wasze dzieci – także dostaną – wcześniej czy później. Jedne w przedszkolu, inne na szkolnym podwórku, a jeszcze inne na placu zabaw. Dosłownie lub w przenośni. Niejednokrotnie porażki naszych dzieci – te wielkie i te małe - będę źródłem uciechy otoczenia. I naprawdę nie ma co demonizować tego naturalnego procesu, jakim jest przechodzenie kolejnych etapów dzieciństwa. Skoro tak łatwo uznajemy za naturalny tzw. bunt dwulatka czy etap egoizmu w życiu naszych dzieci, dlaczego nie pozwalamy im na poznanie smaku porażki? Efekt trzymania pod kloszem jeszcze w przypadku żadnego dziecka się nie sprawdził… Ja w każdym razie takiego dziecka nie znam.

Naszym zadaniem – zadaniem odpowiedzialnego rodzica – jest umiejętne wytłumaczenie swojemu dziecku, że w życiu tak już jest, że czasem się wygrywa, a czasem noga się powinie i człowiek wyłoży się jak długi. Że nie zawsze lubi się wszystkich, z którymi się stykamy na co dzień, jak i w drugą stronę – że nie jesteśmy zupą pomidorową, aby nas każdy lubił. A sam fakt niepowodzenia nie jest niczym, czego należałoby się wstydzić. Padłeś? Powstań, otrzep zabłocony ałtficik i z podniesionym nosem idź dalej. Im wcześniej damy szansę naszemu dziecku poczuć smak porażki, tym łatwiej później będzie się mierzyło z kolejnymi niepowodzeniami życiowymi. Z pewnością dużo trudniejszymi niż chwilowa amnezja na przedszkolnym przedstawieniu z okazji Dnia Babci!
Trwa ładowanie komentarzy...